Historie z paragrafem w tle, prawdziwe czy nie, Wy decydujecie :-)
środa, Kwiecień 22, 2020, 18:53

Ten dzień zaczął się dla adwokata Antoniego Wąsika nieznacznie inaczej niż pozostałe dni, podczas których wykonywał swoje obowiązki obrońcy wyznaczonego z urzędu w miejscowym sądzie. Właściwie, to wcale nie zaczął się inaczej, zapowiadał się po prostu na zwykły dzień.

Sprawa w której dzisiaj występował dotyczyła włamania do domu w małej podwarszawskiej miejscowości, spokojnej i zielonej przez większość roku. Część klientów „ z urzędu” raczej nie pała gigantyczną chęcią do wcześniejszego kontaktu ze swoim obrońcą, jeśli już dają się poznać, to najczęściej dopiero na korytarzu sądowym. Przy pewnej dozie szczęścia tak adwokata jak i klienta, niektórzy mogą stawić się w sądzie na rozprawie, ku własnemu zdumieniu, wciąż przebywając na wolności.

Druga opcja, to kiedy adwokat poznaje klienta również w sądzie, ale po dowiezieniu danego delikwenta z aresztu bądź z zakładu karnego, w którym jegomość, spędza mnogość swojego życia. Inne opcje są tak marginalne, że nawet nie warto o tym wspominać, trzeba pamiętać tylko, że taki kontakt nie jest wyłącznie dla czystej przyjemności adwokata, który zazwyczaj już wcześniej czytał akta sprawy, lecz dla dobra klienta, bo może on wtedy omówić swój punkt widzenia na sprawę; a mówiąc bardziej elegancko i fachowo – może ustalić ze swoim obrońcą tzw. „linię obrony”.

Kiedy więc mecenas ujrzał na korytarzu delikwenta ni to kulącego się, ni zrywającego do biegu, a nie podejmującego jednak w tym zakresie żadnej akcji, czyli jednak, bezwolnego i pogodzonego jakby z tym co ma nastąpić, innymi słowy pozostającego pod salą rozpraw i oczekującego na wywołanie sprawy – podszedł do niego, pytając o nazwisko, aby się upewnić, iż to tego klienta ma dzisiaj bronić przed karzącą ręką sprawiedliwości.

Nie jest to takie oczywiste, często podsądni błądzą po korytarzach sądowych niczym dzieci we mgle, bo mają tyle spraw różnych „za uszami”, że w pewnym momencie liczne paragrafy wskazane na wokandach sądowych stają się im obojętne – jak dzisiaj kradzież, to jutro może być i oszustwo, taka to życiowa droga wielu z nich.

Tym razem mecenas Antoni Wąsik trafił „ w punkt” - tak, to był jego klient. I zaczęła się gehenna, bo zazwyczaj to cierpienie, jeśli nie dla adwokata to dla klienta – ustalanie „linii obrony” w sprawie beznadziejnej.

Tak, nie należy dawać się zwieść, bywają sprawy beznadziejne, jest ich nawet o wiele więcej, niż tych, które dają komukolwiek jakąkolwiek nadzieję. W tym na wolność przez najbliższe kilka lat.

- Proszę pana – zapytał mecenas – czy wie pan, o co jest oskarżony w dzisiejszej sprawie?

- No wiem, pewnie i gromko odpowiada klient.

- Innymi słowy ustalmy, mówi mecenas – z akt sprawy wynika, że przyznał się pan do zarzucanego czynu, czyli do tego, iż włamał się do obcego domu oraz zabrał stamtąd wiele różnych przedmiotów?

- A co pan mecenasie opowiada? Pyta klient wykazując przy tym bezbrzeżne zdumienie – JA? JA? Wkradłem i ukradłem? No nieprawda.

Gdyby powiedzieć teraz, że cierpliwość mecenasa została narażona na szwank, nie byłaby to prawda – to jeszcze nie ten moment, to dopiero początek, wiedział o tym dzięki wieloletniej praktyce.

Acha, odpowiedział więc inteligentnie i z szacunkiem mecenas. -

- Pytam dlatego, gdyż z akt sprawy wynika, jak już wspomniałem wcześniej, iż szanowny pan wraz ze swoim, równie zapewne czcigodnym kolegą, raczył wejść do pewnego domu nocą, który dla waszego szczęścia i niechybnie farta mieszkańców, był pusty. Tej nocy właściciele domu, nie przebywali w nim, albowiem ma on przeznaczenie głównie weekendowe i wakacyjne.

- Po czym, kontynuował mecenas, po wejściu do środka, i nie powiem, że poprzez wirtualny portal, choćbym bardzo chciał, jednakże nie przez drzwi, a przez zwykłe okno, po uprzednim wybiciu szyby i otwarciu, zniszczyli panowie co nieco, wyrywając mosiężne gałki z drzwi, mosiężne elementy z innego wyposażenia domu, w celu znanym tylko panom, a następnie rozejrzawszy się po domostwie, zauważyliście na ścianach obrazy, które zachwyciły was do tego stopnia, iż postanowili panowie nie wychodzić bez nich, bo jak mniemam – i pan i kolega, w wolnych chwilach pasjonujecie się sztuką i uznaliście, że takie wiekopomne dzieła wisieć bez obserwatorów nie mogą. Smaku dodaje fakt, że jeden z obrazów miał rozmiary „Bitwy pod Grunwaldem” i jak udało się go w całości i w ramach wynieść przez wspomniane, zwykłe okno, nikt nie potrafi odpowiedzieć.

- Ale ja tam się nie „wkradłem i nie ukradłem” zarzeka się klient. -

- Ależ ja się nie upieram przy tej wersji, rzecze mecenas, tylko chciałbym wiedzieć, jak pan sądowi wytłumaczy szczegółowe wyjaśnienia, w których z detalami opowiedział organom ścigania, w jaki sposób, wraz z kolegą dostał się do środka domu, zamkniętego na kilka zamków?

- No bo panie mecenasie, bo ja prawdę policjantom powiedziałem, ja tam byłem, owszem, z kolegą, a i prawda jest taka, że to w lutym było i w nocy. I tu mecenas, wyrażając się kolokwialnie lekko zgłupiał.

- Czyli przyznaje się pan? Upewnia się mecenas.

- Taaak.... przyznaję się, ale nie „wkradłem i nie ukradłem”, a kolega, to ja tam nie wiem.... Bo ja mecenasie kochany, to tam wszedłem, a wcześniej poszedłem, tak tylko dla towarzystwa, piwo się skończyło, to i robić nie było co, to poszedłem z kolegą, to prawda, byłem tam, ale nic nie zniszczyłem i nic nie zabrałem, a jak kolega – to jak powiedziałem, ja tam nie wiem.... Bo my to potem trochę pokłóciliśmy się, i ja kontaktu z nim nie mam.

Panie – to po coś pan tam polazł? Zniecierpliwił się Antoni Wąsik.

No mówię przecie, dla towarzystwa, tak tylko... A szybę w oknie to kolega chyba wytłukł, jak nie była wcześniej wybita...

No, to linię obrony mamy jak ch... pomyślał w cichości ducha adwokat.

Po wywołaniu sprawy, sąd rozpoczął procedowanie. Jedną z czynności, której podjął się sąd, było dokładniejsze ustalenie, co z domu zginęło i jakiej było wartości. Na rozprawę, oprócz klienta mecenasa Wąsika, stawił się – o dziwo! Również kompan jego klienta wraz ze swoim obrońcą, podobnie jak mecenas Wąsik, wyznaczonym z urzędu, oraz szereg świadków, w tym dwoje posiadaczy domu, czyli pokrzywdzeni.

Oskarżeni ochoczo skorzystali ze swojego prawa do składania wyjaśnień, które w miarę ich składania, zaczęły obrastać w nieprawdopodobne szczegóły, ale w mniemaniu obydwu oskarżonych, miały dowodzić ich niewinności.

Nieuchronnie nastąpił moment, w którym oprócz oskarżonych, nikt już nic nie wiedział, w tym sędzia. Dlatego też, arbiter chcąc uporządkować jakoś wiedzę, którą uraczyli zebranych na sali oskarżeni, przystąpił do odbierania zeznań od świadków – pokrzywdzonych.

Pierwszy zeznawał właściciel domu.

Na pytanie sądu, czy jest w stanie określić, co dokładnie zginęło w domu, odpowiedział:

- proszę sądu, w domu nie znajdowało się wiele rzeczy o jakiejś szczególnie dużej wartości, natomiast były w nim obrazy które stanowiły dla nas ogromną wartość sentymentalną, były to dwa portrety naszych przodków, jeden pejzaż, oraz jeden obraz, który przedstawiał siedzącego na pniu górala na tle zachodzącego słońca.

Jeśli miały stanowić jakąkolwiek wartość dla złodziei, to mogły to być ramy obrazów, które były stare, złocone i być może, ktoś te ramy mógł od złodziei kupić. Nic więcej nie mogę powiedzieć.

Obrazy się nie znalazły, wiem, że policja próbowała ustalić, gdzie one się znajdują, ale jak powiedziałem wcześniej, to nie były obrazy , które w ogóle chciałby ktoś kupić, i niczym się nie wyróżniały, może prócz tych ram.

Przyszła kolej na zeznania pani domu:

- proszę sądu, poza tym co powiedział już mój mąż, nie mogę dodać nic nowego. Podkreślam, że te obrazy, są dla nas największą stratą, to były obrazy, które od wielu lat, znajdowały się w naszej rodzinie, bardzo żałujemy tej straty, na dwóch obrazach byli nasi przodkowie. Obrazy nie znalazły się, nie były one wyjątkowo charakterystyczne, to było takie malarstwo naiwne, proste, kiczowate, aczkolwiek dla naszej rodziny obrazy bardzo cenne.

Sąd dopytuje – proszę świadka, proszę bliżej opisać te obrazy.

Świadek odpowiada: pejzaż przedstawiał samotne drzewo, na jakimś wzgórzu, dużo błękitu i zieleni, ramy ciężkie, złocone. Obrazy przodków: ramy solidne, pokryte złoceniami, na jednym była ciotka ze strony męża, taka dama w żółtej sukni, czarne upięte w kok włosy, drugi obraz przedstawiał wuja, wuj miał wąsy, został namalowany w ciemnym surducie, a ostatni obraz to był zamyślony góral siedzący na pniu, na tle zachodzącego słońca, wpatrujący się w dal, ten obraz był szczególnie kiczowaty, ale tego też żal, wzruszyła się pani świadek.

Oskarżeni siedzieli za to niewzruszeni, słuchając zeznań świadków, przecież walczyli o wolność – serca mieli więc z kamienia i choćby wiedzieli teraz, gdzie ukryli te obrazy, albo co z nimi zrobili, na pewno, nie wyjawiliby tego nikomu, a szczególnie sądowi.

Sąd okazał się empatyczny. Widząc, że pokrzywdzona rozczuliła się, postanowił chyba dać jej jakąś nadzieję na odzyskanie skradzionego mienia, przynajmniej tak pomyślał mecenas Wąsik, a i jego kolega po fachu, miał myśli podobne . Dlatego sędzia zaczął „drążyć głębiej”

- pani pokrzywdzona, jest pani osobą z wyższym wykształceniem, kulturoznawcą, ma pani wiedzę na temat kultury i sztuki, może są jakieś szczegóły w tych obrazach, o których pani jeszcze nie zeznała, przypomniały się pani, proszę pomyśleć.

Pokrzywdzona otarłszy łzy wzruszenia zaczęła się zastanawiać. Nagle...

Proszę sądu, tak przypomniałam sobie coś jeszcze, ale nie wiem czy to ważne.

Sędzia , zadowolony niejako, że być może na sali sądowej rozwiąże zagadkę, a przynajmniej przysłuży się jej rozwiązaniu i utrze nosa nieudolnym w tej sprawie organom ścigania, oznajmia – proszę pokrzywdzonej, wszystko, każdy szczegół może się okazać ważny ! Proszę mówić !

W tym momencie na sali rozpraw narosło napięcie, oskarżeni zamarli, obrońcy oniemieli, świadkowie zamienili się w słupy soli, nawet mąż pokrzywdzonej jakby zastygł w bezruchu, cisza stała się nieznośna....

Bo, proszę sądu, zaczyna zdanie pokrzywdzona, ten obraz z góralem, wie sąd, z tym co siedział na pniu na tle zachodzącego słońca, wpatrzony gdzieś, ja wiem, że to lichota, ale on jednak miał pewien znak szczególny....

Proszę się nie obawiać, odpowiada sąd, proszę mówić !

Bo, proszę sądu, ten góral, co to siedział na pniu, to jeszcze na dodatek, jak mu się tak człowiek przyjrzał dokładnie, to on był – zezowaty.....

Po sali rozległ się pomruk, ni to ulgi, ni zaskoczenia, akcja przycichła. Oskarżeni znów zaczęli oddychać, świadkowie ruszać kończynami, a mąż pokrzywdzonej spuścił ze świstem powietrze, sąd – sąd natomiast bardzo posmutniał, bo zdał sobie sprawę, że jednak tajemnica zaginionych obrazów, nie zostanie rozwiązana, przynajmniej nie teraz i nie na tej sprawie.

A mecenas Antoni Wąsik, siedzący na ławie obrońców, odwrócił się do swojego klienta i jadowitym tonem zapytał go: panie, naprawdę musieliście kraść zezowatego górala???

Panie mecenasie, k... ! Było ciemno, myśmy naprawdę nie widzieli, że ten góral był zezowaty!

Sprawa zakończyła się zgodnie z przewidywaniami adwokata Wąsika – obydwaj oskarżeni dostali wyroki skazujące, a ponieważ ta historia nie była pierwszą, która im się tak jakoś przytrafiła, jedynie stanowiła ciąg innych podobnych - trafili na jakiś czas do zakładu karnego.

A sekret zaginionych obrazów nigdy nie został rozwiązany.

Kradzież z włamaniem - art.279. Kodeks karny:

§ 1. Kto kradnie z włamaniem, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 2. Jeżeli kradzież z włamaniem popełniono na szkodę osoby najbliższej, ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Dla popełnienia tego przestępstwa konieczne są dwa elementy : kradzież (czyli zabór cudzej rzeczy ruchomej celem przywłaszczenia) i włamanie.

Włamanie. Sąd Okręgowy w Poznaniu, wyrokiem z dnia 31 grudnia 2014 r., ( III K 250/14), określił, że : „Włamanie oznacza natomiast zachowanie polegające na usunięciu przeszkody, stanowiącej zabezpieczenie danego przedmiotu, jeżeli tylko z charakteru zabezpieczenia bez wątpienia wynika zamiar właściciela czy użytkownika niedopuszczenia do niego niepowołanych osób.”

Co to jest przeszkoda stanowiąca zabezpieczenie przed włamaniem?

W powyższej definicji, jest przeszkoda, którą ma usunąć sprawca. Włamanie należy rozumieć nie tyle jako fizyczne uszkodzenie lub zniszczenie bariery chroniącej dostępu do rzeczy, lecz na zachowaniu, którego podstawową cechą jest nieposzanowanie woli dysponenta rzeczy zabezpieczenia jej przed innymi osobami. Rzecz nie musi być zabezpieczona w taki sposób, że dostęp do niej jest możliwy tylko dzięki zastosowaniu siły fizycznej lub skomplikowanych środków technicznych. Tak jest, gdy dysponent rzeczy ( jej właściciel) stworzył ograniczenie jednoznacznie zakomunikowane, że celem jego zainstalowania było wyłączenie dostępu do tych przedmiotów przez osoby nieuprawnione.

Z kradzieżą z włamaniem będziemy mieli do czynienia nie tylko wtedy, gdy sprawca przełamał skomplikowane i wielopoziomowe zabezpieczenia bankowe włamując się do sejfu i kradnąc pieniądze, ale także wtedy, gdy sprawca – bez użycia szczególnie skomplikowanych środków – uszkadza na przykład płot lub ogrodzenie mające chronić mienie lub też wchodzi do pomieszczenia, którego drzwi zabezpieczone są przez rygiel lub haczyk.

Wystarczy, ażeby właściciel czy dysponent rzeczy wyraził chęć zabezpieczenia mienia.

Jako kradzież z włamaniem z art. 279 kodeksu karnego będzie traktowane także otwarcie drzwi oryginalnym kluczem wbrew woli osoby, która była uprawniona do dysponowania pomieszczeniem, a następnie dokonanie zaboru rzeczy.

Uznaje się, że otwarcie drzwi oryginalnym kluczem, wbrew woli osoby uprawnionej ( na przykład właściciela mieszkania), jeżeli towarzyszy temu zamiar dokonania w ten sposób kradzieży, to też włamanie - i tak rzecze wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 1 marca 2013 r., sygn. : II AKa 39/13 .

Z orzecznictwa wynika, że Sądy uznają również za włamanie taką sytuację, kiedy sprawca, używa do tego celu klucza, który uzyskał, na przykład od dziecka właścicieli mieszkania - tak orzekał Sąd Apelacyjny w Katowicach ( wyrok z dnia 25 października 2005 r., IIAKa 269/05).

Zamknięte pomieszczenie. Elementem włamania musi być zamknięta przestrzeń. Nie musi to być koniecznie mieszkanie czy dom. Włamać można się do kasy pancernej, do zamkniętej szafy itp.

Włamanie do bankomatu. Włamać się można także do bankomatu. Do uznania, że nastąpiło włamanie do bankomatu, nastąpi jeśli ktoś posłuży się cudzą kartą bankomatową z kodem PIN. Kod to „klucz elektroniczny”, który ma zabezpieczyć dostęp do konta i wespół z kartą ma stanowić potrzebną przy włamaniu „przeszkodę” - wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 9 lipca 2014 r. II AKa 180/14).

Zamiar. Aby dokonać kradzieży z włamaniem, konieczne jest, żeby sprawca już w chwili przełamywania zabezpieczeń miał zamiar kradzieży. Inaczej mówiąc, żeby po to właśnie się włamywał, żeby ukraść. W podobnej sprawie wypowiadał się Sąd Najwyższy,który uznał, że włamanie do zamkniętego pomieszczenia w innym tylko celu, niż kradzież znajdujących się w nim rzeczy i dopiero następnie dokonanie ich zaboru, to nie jest kradzież z włamaniem - wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 kwietnia 2013 r. V KK 280/12.

I na koniec warto zaznaczyć - odpowiedzialność za przestępstwo kradzieży z włamaniem nie jest zależna od wartości skradzionego mienia.


Tomek napisał(a):
Czwartek, Kwiecień 23, 2020, 12:34
Dawno tak się nie ubawiłem :-)
Żaneta napisał(a):
Czwartek, Kwiecień 23, 2020, 12:40
Czekam na jeszcze... pozytywnie nastawia.
Jan napisał(a):
Wtorek, Maj 12, 2020, 17:10
Fajnie że podejście jest dość humorystyczne, choć myślę że główna przewaga tych opowieści nad klasycznymi historiami tego typu, to fakt że można dowiedzieć się czegoś o prawdziwych przepisach.
(*) Pola obowiązkowe
Copyright ©2017 Kancelaria Adwokacka, adw. Izabela Katarzyna Wąż All Rights Reserved.
Liczba odwiedzin: 47194
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem